niedziela, 5 maja 2013


        Na początek trzeba zacząć od tego, że mam na imię Laura i mam 21 lat. Jak na osobę w swoim wieku wyglądam bardzo dziecinnie i dość kontrowersyjnie. Lubię kolorowe ciuchy, trampki różnego koloru no
 i oczywiście eksperymenty z włosami. Niestety mimo mojej dość kolorowej osobowości nie cieszę się zbyt dużym powodzeniem u płci przeciwnej bo …
To chyba wina mojej tuszy ( mam lekką nadwagę) i niestety źle się z tym czuję. Kompleksy to moje drugie imię J Albo może chodzi o tę kontrowersyjność?
W każdym razie zmierzając do puenty chciałam jeszcze powiedzieć, że mieszkam w małym miasteczku uzdrowiskowym razem z moją rodzinką (piękną mimo swoich 45 lat mamą i szczupłą i wysoką blondynką o niebieskich oczach, która jest moją siostrą)

Jak każdego dnia (choć wtedy był akurat wtorek) wstałam, a raczej zwlokłam się w łóżka. Maszerując do łazienki przejrzałam się w lustrze znajdującym się na środku przedpokoju… -koszmar co za widok-
-pełno pryszczy, nieuczesane włosy i te tłuste dupsko- pomyślałam (o tak dzień należy do mnie)
No cóż, nie zastanawiając się dłużej zaczęłam wykonywać proste czynności jak mycie twarzy i czyszczenie zębów, kiedy nagle usłyszałam w radiu dziwne ogłoszenie… (zapomniałam dodać, że mama wstając rano na 7:00 do pracy szykuje się w rytmach muzyki, po czym zapomina wyłączyć radia)
~począwszy od dnia dzisiejszego, aż do końca lipca w naszym skromnym mieście będziemy gościć wspaniały zespół z Korei „Mblaq” . Ta akcja propagandowa ma na celu zwrócić nie tylko uwagę na nasze miasto, ale również przyciągnąć większą ilość turystów, w tym fanki i fanów K-popu~
-moim uszom nie wierzę, K-pop w tej dziurze ? Ale czemu akurat Mblaq??? Czemu to nie może być „Infinite”? o Dżizas !!! czemu ja jestem takim pechowcem… no cóż trudno- pomyślałam i wyszłam z łazienki. Kolejny etap szykowania się do pracy to już tylko formalność, narzucam na siebie coś kolorowego, dwa różnego koloru trampki, a strój wizytowy zwijam i wrzucam zawsze do torby. Zostaje mi przeważnie jakieś 10 do 15 minut, akurat żeby w spokoju i w rytmach radiowej muzyki dokończyć, a raczej rozpocząć rytuał śniadania. Jem jogurt z otrębami – zawsze!! Z takim wielkim tyłkiem nie można sobie zbytnio pofolgować. Przeżuwam powoli, żeby się nie zadławić, w końcu w domu już nikogo nie ma, a to byłaby chyba najgłupsza śmierć na jaką mogłabym sobie pozwolić. Tak gotowa i najedzona ruszam w drogę. Po drodze wyrzucam śmieci (bo przecież siostra nic w domu nie robi, więc za frajera od śmieci dorabiam ja)
 i zmierzam w stronę przystanku. Jest 8:34 a autobus, którym się przemieszczam do pracy jest zawsze
 o 8:39. No nic, nadjeżdża w końcu przepełniony zielony dinozaur. Nie ma miejsca wiec staję w rogu przy szybie. Mijam tak kolejne przystanki miedzy blokowiskami spoglądając na ludzi znajdujących się wewnątrz autobusu - kiedy to nagle moją uwagę przykuł pewien młodzieniec wsiadający właśnie na kolejnym przystanku. – Niesamowity, cudowny, uroczy, OMO- zmierzyłam go wzrokiem i nie mogłam nawet
z wrażenia nabrać oddechu w płuca. Co za wspaniały człowiek – pomyślałam. Ubrany był w ciemne spodnie, wnioskuję że rurki bo niesamowicie przylegały do jego ciała. Miał również czarne buty- bardziej eleganckie oraz koszulę koloru błękitnego z białą lamówką, mankietami i kołnierzem, która odznaczała jego szerokie postawne ramiona. Jego czarne, wręcz błyszczące włosy okrywały przydługawą grzywką nieskazitelnie delikatną i bladą twarz. Poczerwieniałam, aż z wrażenia gdy uświadomiłam sobie, że to najpiękniejszy mężczyzna jakiego widziałam (a przecież cale życie sobie wmawiałam, że są ohydni i obleśni tylko dlatego, że bałam się odrzucenia każdego z nich) Prosiłam w myślach Boga by ta chwila trwała wiecznie. Co z tego, że nie wierzę w jego istnienie - skoro akurat teraz był mi jego cud tak bardzo potrzebny… Autobus gwałtownie zahamował, a ja niczym ogromna kula od kręgli przemieściłam się w stronę cudnego młodzieńca prawie zwalając go z nóg. – O NIEEEEE- nie o taki cud mi chodziło, teraz to mogę tylko schować swoja krzywą mordę w piasek jak struś-~ przepraszam~  wybrzdąkałam pod nosem ~NIC NIE SZKODZI~ odpowiedział chłopak i uśmiechnął się niewinnie jakoby faktycznie nie poczuł 100kg naporu na swoje plecy. Zrobiło mi się dziwnie gorąca a jednocześnie nie mogłam przestać wpatrywać się w jego czarne błyszczące oczy, które wyznaczała tylko linia grubych blisko siebie ułożonych rzęs. – o mój Boże… ideał…
~Do zobaczenia następnym razem~ co? Do zobaczenia? Jakie do zobaczenia? Ale jak… nie zdążyłam nawet nic odpowiedzieć ponieważ ta niesamowita postać oddalała się ode mnie coraz bardziej wychodząc z autobusu.  –ALE IDIOTKA, nic nie powiedziałam, a przecież mogłam tak wiele, wrrrrrr buzowała we mnie złość, a jednocześnie miliony motyli zawładnęły moim żołądkiem… - Gdy dojechałam już do pracy cały czas myślałam o tym co się wydarzyło tego pięknego dnia, najcudowniejszy wtorek w moim życiu… Eh nie mogłam się skupić na prostych czynnościach i czułam, że muszę się tym z kimś podzielić. Padło na Ankę (moją kumpelę z pracy, której bardzo ufam) Ku mojemu zdziwieniu, Ania była przejęta całą ta sytuacją i miałam wrażenie, że bardzo chciałaby aby ten dzień się dla mnie powtórzył. O 18 zamknęłam sklep i udałam się w stronę przystanku by móc wrócić do domu. Mój mózg parował, czułam jak tworzą się na mojej twarzy wypieki od samego myślenia, które tego dnia nie dawało mi spokoju…